czwartek, 3 lutego 2011

Maczeta (2010) - Robert Rodriguez

Kino akcji na najwyższym poziomie, oczywiście kino "z przymrużeniem oka". Fabułą prosta, jak w każdym filmie tego typu. W morzu skorumpowanych gliniarzy znajduje się jeden sprawiedliwy, który do końca walczy z mafią, jednak zostaje za pozbawiony rodziny, sam cudem unikając śmierci. Błąkając się po miasteczkach w Teksasie trafia na propozycję nie do odrzucenia. Ma zabić kongresmena podczas jego wystąpienia publicznego. Niestety i tym razem zostaje oszukany. Ranny, ucieka z miejsca przestępstwa, którego nie dokonał. Tym razem nie pozostawi tego. Rozpoczyna się krwawa jadka, w której Maczeta (w tej roli Danny Trejo) próbuje dosięgnąć sprawiedliwości zabijając każdego, kto stanie mu na drodze.

Na ten film nie można powiedzieć, że jest głupi, durny, bezsensowny czy idiotyczny. Jest to ukłon dla filmów klasy "B",  z lat 70-tych czy 80-tych,  wyświetlanych w podrzędnych kinach (Grindhouse). To co zobczyłęm, jest dokłądnie tym czego oczekiwałem, a nawet i wiecej. Obsada jest  mega gwiazdorska, Robert De Niro, Jessica Alba, Don Johnson, Steven Seagal. Jednak to nie o aktorstwo chodzi w tym filmie, czy scenariusz. Najważniejsze jest aby było jak najwięcej krwi, strzelanin, nagich kobiet czy alkoholu. Im gorsze tym lepsze. Rozrywka na bardzo wysokim poziomie. Bardzo lubie filmy tego typu, a szczególnie mistrza Rodrigueza oraz mistrza Tarantino. Satysfakcja gwarantowana.


Ocena.... brak!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz